Moja analiza franka zaczęła się w latach 90., kiedy zauważyłem, że kurs CHF zachowuje się nienaturalnie stabilnie. Nie jak waluta rynkowa, ale jak waluta prowadzona „za rękę”.
To był pierwszy sygnał, że SNB nie pozwala rynkowi decydować o wartości franka.
Relacja CHF/DEM była nienaturalnie stabilna. Frank poruszał się niemal identycznie jak marka niemiecka, mimo że Szwajcaria nie była w UE.
To pokazało, że SNB pilnował relacji do marki, a nie do rynku.
Gospodarka Szwajcarii od zawsze wzorowała się na gospodarce niemieckiej, a marka była jedną z najsilniejszych walut Europy. Dlatego frank był utrzymywany w relacji do marki.
Kiedy powstało euro, frank automatycznie zaczął odnosić się do całej strefy euro, bo euro zastąpiło waluty wielu państw.
Wcześniej SNB musiał reagować tylko na ruchy jednej waluty — marki. Po wprowadzeniu euro musiał brać pod uwagę gospodarki dwudziestu państw, co było zupełnie innym wyzwaniem.
To był moment, w którym kontrola stała się trudniejsza — ale SNB nadal ją utrzymywał.
Po wejściu euro frank zachowywał się tak samo jak wcześniej wobec marki.
To oznacza jedno:
SNB nie reagował na rynek — SNB reagował na euro.
Powód jest prosty:
Szwajcaria żyje z eksportu,
eksport zależy od kursu,
kurs zależy od Niemiec i strefy euro.
Dlatego frank musiał być utrzymywany w stabilnej relacji do euro.
Kiedy wybuchł kryzys zadłużeniowy, kapitał masowo uciekał z euro do franka. SNB próbował to zatrzymać komentarzami — bez skutku.
SNB wprowadził sztywny kurs 1,20 CHF za euro, żeby ratować gospodarkę przed deflacją i załamaniem eksportu.
To była największa interwencja walutowa w historii Europy.
To nie było prawdziwe uwolnienie. SNB tylko zrezygnował z obrony poziomu 1,20.
Frank wystrzelił, bo:
frank bez interwencji SNB jest walutą niebezpieczną, a nie stabilną.
Ale kontrola nie zniknęła:
interwencje trwały dalej,
SNB nadal sterował płynnością,
SNB nadal pilnował, aby frank nie był zbyt silny,
i jednocześnie pilnował, aby frank nie był słaby — bo wtedy nikt nie przelewałby kapitału do ich banków.
Cała legenda „bezpiecznego franka” opiera się na tym, że waluta wygląda na silną i stabilną. Gdyby frank był słaby, Szwajcaria straciłaby swój największy atut — napływ kapitału od ludzi i firm, które chcą ukryć majątek lub uciec przed opodatkowaniem.
To, jaki jest kurs franka do pozostałych walut, zależy wyłącznie od ich kursu do euro.
Dlatego:
Polska ma wpływ na złotówkę do euro,
ale nie ma wpływu na złotówkę do dolara — to zależy od EUR/USD.
Tak samo:
SNB ma wpływ na franka do euro,
ale nie na franka do dolara — to zależy od EUR/USD.
Reszta to matematyczne przeliczenia.
Moja metoda była prosta, ale niezwykle skuteczna, bo opierała się na realnych zależnościach między walutami.
Złoty do euro nie był stabilny, ale:
każde gwałtowne osłabienie musiało zostać cofnięte,
kurs PLN/EUR nie mógł „odjechać” na stałe,
stabilność wobec euro była fundamentem gospodarki.
Dlatego wiedziałem, że PLN/EUR będzie wracał do rozsądnych poziomów.
W tym okresie frank był utrzymywany przez SNB w bardzo wąskim paśmie wobec euro:
około 1,47 – 1,58 za jedno euro
Dlatego stosowałem uśredniony kurs 1,50 (1,5), bo:
różnica 1,45 czy 1,55 nie miała znaczenia,
frank był sztucznie trzymany w tym samym przedziale.
Moja formuła była prosta:
PLN/CHF = PLN/EUR ÷ 1,5
I działało to perfekcyjnie.
W 2010 roku presja rynkowa na franka wzrosła. Kurs EUR/CHF zaczął się bardziej ruszać.
Dlatego od 2010 roku stosuje formułę do dziś:
PLN/CHF = PLN/EUR ÷ aktualny kurs EUR/CHF
To dawało precyzyjne wyniki, bo:
PLN/EUR musiał wracać do równowagi,
EUR/CHF był nadal kontrolowany, choć mniej sztywno,
a PLN/CHF był czystą matematyczną pochodną.
Zadałem SNB konkretne pytania. Nie odpowiedzieli.
Bo odpowiedź oznaczałaby przyznanie się do manipulacji.
Frank wygląda na stabilny, bo SNB go stabilizuje. To nie jest waluta bezpieczna. To jest waluta kontrolowana.
Nie jestem instytucją. Nie jestem bankiem. Jestem człowiekiem, który:
analizował,
porównywał,
obserwował,
i wyciągał logiczne wnioski.
I dlatego odkryłem to, czego inni nie widzieli.
Michał Asman