Pismo do Prezesa SNB
Michał Asman
30 grudnia 2025 r.
Schweizerische Nationalbank
Herr Präsident
Börsenstrasse 15
CH‑8022 Zürich Schweiz
Szanowny Panie Prezesie,
Nazywam się Michał Asman. Od wielu lat zajmuję się analizą rynków finansowych, modelowaniem zależności walutowych oraz
badaniem systemowych powiązań między polityką monetarną a stabilnością gospodarek. Wydarzenia związane z frankiem szwajcarskim śledzę od 2010 roku, korzystając z neutralnych, publicznych źródeł informacji, takich jak www.swissinfo.ch, aby obserwować komunikaty i decyzje dotyczące polityki monetarnej bezpośrednio u źródła.
Pozwalam sobie przekazać Panu moje przemyślenia dotyczące sytuacji, w jakiej znalazła się Szwajcaria w latach 2010–2015.
Z perspektywy czasu widzę, że Schweizerische Nationalbank działał w warunkach bezprecedensowej presji, a wiele decyzji — choć trudnych — było koniecznych, aby chronić stabilność systemu finansowego w obliczu globalnego chaosu.W tamtym okresie rynki reagowały gwałtownie, a strach dominował nad komunikatami, co ograniczało skuteczność nawet najbardziej odpowiedzialnych działań.
W załączonych opracowaniach przedstawiam:
analizę mechaniki umocnienia franka wobec euro,
konsekwencje dla rynków Europy Środkowej i kredytobiorców,
refleksję nad komunikacją i percepcją tamtych wydarzeń,
oraz propozycję modelowego, matematycznego podejścia
do uporządkowania kwestii kredytów frankowych w sposób, który pozwala wszystkim stronom zachować twarz.
Moja propozycja nie jest roszczeniem. Jest próbą spokojnego, logicznego spojrzenia na przeszłość i wskazania rozwiązania, które mogłoby zostać odebrane jako uczciwe, proporcjonalne i zgodne z historycznym kontekstem polityki SNB — zwłaszcza z wieloletnim utrzymywaniem kursu CHF/EUR w okolicach 1,50.
Uważam, że takie podejście mogłoby pokazać, że Szwajcaria nie tylko obroniła swoją gospodarkę w trudnym czasie, ale również potrafi z wyczuciem i odpowiedzialnością spojrzeć na skutki uboczne tamtych wydarzeń, wzmacniając swoją reputację jako państwa stabilnego, przewidywalnego i odpowiedzialnego.
Jeśli uzna Pan to za zasadne, uprzejmie proszę o krótką wizytę na mojej stronie internetowej: www.michal-asman.manifo.com
Z wyrazami najwyższego szacunku,
Michał Asman
Frank szwajcarski – jedyny ból w mojej karierze
Frank szwajcarski był jedynym wyjątkiem, który
naprawdę mnie zabolał. Nie dlatego, że się pomyliłem — ale dlatego, że reakcja Szwajcarów była spóźniona.
Wiem, że gdyby na początku była szybka interwencja, kurs mógł wrócić do 1,50 CHF za euro. Po roku było już jasne, że to niemożliwe. Dziś CHF/EUR jest blisko 1:1 — i prawdopodobnie tak pozostanie.
Ale jest coś, czego nigdy w pełni nie opowiedziałem.
Polska musi patrzeć na euro, nie na franka
Od początku powtarzałem, że Polska powinna spełniać wymogi związane z euro, a nie z frankiem. To od relacji złoty–euro zależą:
-stopy procentowe,
-inflacja,
-polityka pieniężna,
-stabilność finansowa.
Frank nie ma z tym nic wspólnego.
Kiedy jednak odkryłem, że frank jest ściśle powiązany z euro i że SNB utrzymuje go w stałym paśmie wahań w okolicach 1,50 CHF za euro, stało się dla mnie jasne, że to powiązanie będzie trwałe — niezależnie od sytuacji globalnej.
Wasza wiarygodność była ogromna. Dlatego banki masowo
udzielały kredytów we franku: bo frank był de facto „drugim euro”, tylko tańszym w obsłudze i opartym na reputacji Szwajcarów.
Kiedy ktoś mówił, że frank jest „stabilniejszy” od euro, tłumaczyłem, że to złudzenie. Frank i euro były praktycznie jedną parą walutową — różniły się tylko skalą.
To wszystko dotyczyło okresu przed nagłym umocnieniem franka.
Jak media najpierw mnie promowały, a potem odcięły
Gdy powstawał portal natemat.pl, zaproszono mnie do prowadzenia własnego konta. Na Money.pl miałem wysoką oglądalność, moje analizy były szeroko czytane.
To jednak szybko się skończyło.
Kiedy frank zaczął gwałtownie zyskiwać na wartości,
media przestały brać ode mnie materiały. W jednej chwili straciłem wiarygodność — mimo że to nie ja się pomyliłem, tylko Szwajcarzy spóźnili się z reakcją.
Nikt nie zapytał o wyjaśnienie. Nikt nie chciał słuchać.
Mechanizm był prosty, ale media nie chciały go słyszeć:
CHF/PLN= EUR/PLN dzielony przez EUR/CHF
Frank drożał nie dlatego, że złoty słabł, ale dlatego, że frank zyskiwał do euro.
Artykuł, który zamknął mi drzwi
Napisałem wtedy ostry tekst, w którym stwierdziłem, że „wiarygodnością można sobie podetrzeć”. To była reakcja na bierność SNB. W kilka godzin moje konto na natemat.pl zostało skasowane. Bez rozmowy. Bez prawa do obrony.
Dlaczego dziś uważam, że usunięcie mojego tekstu było odpowiedzialne
Dziś patrzę na to inaczej — dojrzalej.
W tamtym czasie panował globalny chaos. SNB ostrzegał
inwestorów, sygnalizował ryzyko, prosił o ostrożność. Ale w kryzysie nikt nikogo nie słucha. Strach jest silniejszy niż komunikaty.
Gdyby mój tekst został nagłośniony, mógłby wywołać efekt, którego nikt nie chciał: masowe wycofywanie kapitału ze szwajcarskich banków.
To mogłoby doprowadzić do prawdziwego chaosu.
Dziś rozumiem, że usunięcie mojego artykułu było formą ochrony — nie przed prawdą, ale przed paniką.
Szwajcarzy skupili się wtedy na stabilności systemu.
I mieli rację.
Co by było, gdyby nie było euro
Patrząc na tamte wydarzenia, widzę jeszcze jedną lekcję: gdyby nie istniało euro, Europa byłaby w tamtym czasie całkowicie bezbronna.
Bez wspólnej waluty:
każdy kraj musiałby samodzielnie bronić swojej waluty,
stopy procentowe byłyby wyższe,
kredyty droższe,
spekulacja łatwiejsza,
a kryzysy walutowe częstsze.
Żadne państwo europejskie — nawet największe — nie
byłoby w stanie konkurować z USA, Chinami czy globalnymi funduszami.
Europa byłaby podzielona i podatna na ataki spekulacyjne.
Właśnie dlatego frank stał się „bezpieczną przystanią”. Gdyby nie euro, napływ kapitału do franka byłby jeszcze większy, a presja na SNB — jeszcze bardziej niszcząca.
Euro nie jest ideologią. Euro jest tarczą, która chroni Europę przed tym, co spotkało Szwajcarię.
Co by było, gdyby SNB nie dał rady z interwencją
Warto też jasno powiedzieć, jak wyglądałby świat, gdyby SNB nie poradził sobie z interwencją.
Gdyby Szwajcarski Bank Centralny nie miał ogromnych rezerw walutowych i nie był w stanie bronić kursu:
frank mógłby umocnić się nie o 30%, ale o 50–70%,
eksport zostałby zniszczony,
tysiące firm mogłyby upaść,
bezrobocie wzrosłoby gwałtownie,
banki znalazłyby się na granicy wypłacalności,
a rynek kredytów hipotecznych mógłby się załamać.
To byłby największy kryzys gospodarczy w historii Szwajcarii.
SNB dał radę — ale tylko dlatego, że miał wyjątkowo silne fundamenty. To nie SNB zawinił. To inwestorzy nie słuchali ostrzeżeń.A w czasach paniki rynkowej nikt nie słucha nikogo.
A co z kredytobiorcami?
Skoro emocje opadły, a sytuacja jest stabilna, uważam, że można wrócić do pytania o sprawiedliwe rozliczenie kredytów frankowych.
Proponuję prosty, logiczny model:
PLN/CHF=PLN/EUR dzielony przez 1,50
To oznacza, że kredytobiorca spłacałby kredyt tak,
jakby frank nadal był powiązany z euro na poziomie 1,50 — tak jak przez lata utrzymywał to SNB.
Różnicę między kursem rynkowym a modelowym mógłby pokryć SNB jako forma korekty skutków nadmiernego umocnienia franka.
To nie jest roszczenie. To propozycja uporządkowania przeszłości z szacunkiem dla wszystkich stron.
Lekcja Szwajcarii – co z tego wynika dla przyszłości
Szwajcaria poradziła sobie wtedy — ale nie ma żadnej gwarancji, że świat nie zaskoczy jej ponownie. Dzisiejsze przepływy
kapitału są szybsze, większe i bardziej impulsywne niż kiedykolwiek wcześniej.
Dlatego uporządkowanie przeszłości nie jest tylko gestem wobec kredytobiorców. To jest inwestycja w przyszłość, która wzmacnia system i zmniejsza ryzyko powtórzenia podobnych napięć.
Jak Szwajcaria może wyjść z twarzą i uporządkować przeszłość
1. Uznanie historycznego pasma 1,50 jako podstawy modelu rozliczeń
Nie jako przyznanie winy — ale jako kontynuację własnej polityki.
2. Wprowadzenie modelowego mechanizmu korekty
Nie odszkodowanie — ale matematyczna korekta wynikająca z historycznego kursu.
3. Komunikat, który zamyka temat na przyszłość
SNB może jasno powiedzieć:
co było możliwe,
co nie było możliwe,
czego nauczył ich lata 2010- 2015,
jakie procedury wprowadzono, aby nigdy więcej nie dopuścić do podobnej sytuacji.
To nie jest przyznanie błędu. To jest dojrzałość instytucjonalna.
Podsumowanie
Nie mam żalu. Nie szukam winnych.
Patrzę na tamte wydarzenia z perspektywy czasu i widzę, że każdy — także ja — odrobił swoją lekcję.
Dziś mogę o tym mówić spokojnie, z pełnym
zrozumieniem dla decyzji, które wtedy zapadły. I z szacunkiem dla tych, którzy w tamtym chaosie próbowali chronić stabilność finansową swojego kraju.
Moja propozycja jest prosta: uporządkować przeszłość, aby przyszłość była stabilniejsza dla wszystkich.