Z archiwum prasy – Rzeczpospolita / Gazeta Wyborcza (fragment)

Złoty albo frank szwajcarski Rzeczpospolit rok 2004

2026-01-04 22:04:26, komentarzy: 0

Tytuł artykułu: Złoty albo frank szwajcarski

Źródło: Rzeczpospolita (fragment cytowany zgodnie z prawem cytatu)

Autor: GB

 Rok publikacji: ok. 2004

 

Streszczenie artykułu (opracowanie własne)

Artykuł porusza temat wyboru waluty kredytu mieszkaniowego w okresie, gdy Polacy masowo zastanawiali się nad kredytami w CHF, PLN, USD i EUR. Autor opisuje różnice w kosztach kredytów, ryzyko kursowe oraz profil klientów, dla których poszczególne waluty były najbardziej odpowiednie. Wskazuje, że kredyty w złotych są bezpieczniejsze psychologicznie, ale droższe, natomiast kredyty we frankach szwajcarskich oferują najniższe oprocentowanie i największą dostępność dla osób o niższej zdolności kredytowej.

 

Cytowany fragment z moją wypowiedzią (zgodnie z prawem cytatu)

„Kredyt w złotówkach polecałbym osobom, które zamierzają szybko go spłacić – w 1 do 1,5 roku. Także dla klientów, dla których tzw. święty spokój jest bezcenny, lepiej będzie, jeśli zadłużą się w naszej walucie. Pamiętać bowiem należy, że kredyt walutowy obarczony jest ryzykiem kursowym.”

„Dla 80–90 proc. klientów najlepszą opcją jest zaciągnięcie kredytu w CHF. Chodzi głównie o osoby z niską zdolnością kredytową i stosunkowo niedużymi dochodami, ale także o tych, którzy kredyt mieszkaniowy traktują jako inwestycję.”

„Polecam kredyt w tej walucie, w której jest najmniejsze oprocentowanie, czyli we frankach szwajcarskich. W interesie kredytobiorcy jest bowiem płacić jak najniższe raty i nie nadpłacać kredytu.”

 

Wyjaśnienie z artykułu (fragment cytatu)

„Przy kredycie na 10 lat frank musiałby zdrożeć o 0,80 zł, aby kredyt we frankach stał się tak samo drogi jak kredyt w złotówkach. Przy kredycie na 20 lat – CHF musiałby zdrożeć o 1,56 zł. Jest to jednak niemożliwe, bo wtedy kredyty w złotówkach z 9 proc. zdrożałyby na 35 proc.”

 

 

Komentarz własny – po latach

Frank szwajcarski był jedynym momentem w mojej karierze, który naprawdę mnie zabolał. Nie dlatego, że pomyliłem się w analizie — lecz dlatego, że reakcja Szwajcarskiego Banku Narodowego była spóźniona. Gdyby interwencja nastąpiła na początku, kurs mógł wrócić w okolice 1,50 CHF za euro. Po roku było jasne, że to już niemożliwe.

Dziś CHF/EUR jest blisko 1:1 — i prawdopodobnie tak pozostanie.

To doświadczenie nauczyło mnie jednego: nawet najbardziej stabilna waluta może zaskoczyć, jeśli reakcja instytucji jest opóźniona.

« powrót

Dodaj nowy komentarz