Przez szesnaście lat po jej śmierci widać jedno: brak śp. Poseł Izabeli Jarugi‑Nowackiej jest w systemie pomocy społecznej widoczny jak nigdy wcześniej. Ustawa, którą współtworzyła, miała być tarczą dla najsłabszych. Dziś coraz częściej staje się narzędziem ich obciążania.
Głos, którego dziś brakuje
Śp. Poseł Izabela Jaruga‑Nowacka była jedną z tych osób, które rozumiały, że prawo socjalne nie jest zbiorem paragrafów, lecz realną ochroną ludzi, którzy nie mają siły walczyć o siebie. To ona była głosem tych, którzy sami nie mieli siły mówić. To ona pilnowała, aby ustawa o pomocy społecznej chroniła najsłabszych, a nie ich obciążała.
To ona — jak matka — dbała o to, by osoby najmniej zarabiające, samotne, chore, zagrożone ubóstwem, nie były wpychane w jeszcze większą biedę przez decyzje administracyjne.
Jej intencja była jasna: pomoc społeczna ma chronić, a nie niszczyć.
Pismo, które miało być kompasem
28 lutego 2008 r. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wydało pismo o sygnaturze SPS‑023‑419/08, będące odpowiedzią na interpelację śp. Poseł Izabeli Jarugi‑Nowackiej. Dokument ten do dziś pozostaje najważniejszym oficjalnym stanowiskiem w sprawie zasad ponoszenia opłat za pobyt w domu pomocy społecznej.
To właśnie w tym piśmie ministerstwo napisało:
„Przy ustalaniu odpłatności brana jest pod uwagę rzeczywista sytuacja materialna rodziny, w taki sposób, aby obciążona opłatą sama nie znalazła się w sytuacji wymagającej wsparcia pieniężnego z pomocy społecznej.”
To zdanie jest sercem ustawy.
To zdanie chroniło ludzi, których ona chciała chronić najbardziej.
To zdanie było jej myśleniem o państwie.
I ja — jako autor tego tekstu — z całego serca przyłączam się do podziękowania za to, co zrobiła.
Gdyby żyła, te zasady już dawno byłyby wpisane wprost do ustawy.
Dlatego mówię to jasno i wprost:
nie odpuszczę, dopóki treść z pisma SPS‑023‑419/08 nie zostanie wpisana do ustawy o pomocy społecznej.
Ona by tego chciała.
To jest zobowiązanie wobec niej — i wobec ludzi, których chciała chronić.
Szesnaście lat później: system bez strażnika
Dziś jej nie ma.
I właśnie dlatego widać, jak bardzo była potrzebna.
W miejsce ochrony pojawiło się coś, czego ona nigdy by nie zaakceptowała: bezprawie praktyki.
W wielu gminach i powiatach obciąża się wnuków, choć nie mają obowiązku alimentacyjnego. Obciąża się emigrantów, którzy nie mieszkają w Polsce i nie podlegają ustawie. Obciąża się osoby o najniższych dochodach, które same powinny otrzymać wsparcie. Ignoruje się art. 64, art. 103 ust. 2, art. 5, a nawet własne stanowisko ministerstwa z 2008 r.
To nie są pojedyncze błędy.
To jest systemowa praktyka, która powstała w próżni po jej odejściu.
Historia ośmioletniego dziecka — symbol tego, co poszło nie tak
Jej brak widać także w historiach ludzi, którzy dziś zostają sami wobec systemu. Jedną z nich była sprawa ośmioletniej dziewczynki, nagłaśniana przez „Uwagę” TVN i opisywana na forach dla rodzin szukających pomocy. Rodzina, zamiast otrzymać wsparcie, została wciągnięta w spiralę błędów: niepełne wywiady, fałszywe dane, automatyczne decyzje, brak analizy sytuacji faktycznej.
Wnuki bez dochodów traktowano jak osoby zobowiązane, jakby ustawa nigdy nie istniała, a art. 61 i art. 103 ust. 2 nie miały żadnego znaczenia.
To właśnie w takich historiach najbardziej widać, jak bardzo brakuje Jarugi‑Nowackiej.
Gdyby żyła, nie pozwoliłaby, by ośmioletnie dziecko i jego bliscy byli obciążani decyzjami, które prowadzą rodzinę do ubóstwa. Nie pozwoliłaby, by wnuki bez własnych środków były traktowane jak osoby zobowiązane tylko dlatego, że systemowi łatwiej jest rozłożyć kwotę na tych, którzy nie mają siły się bronić. Nie pozwoliłaby, by pomoc społeczna zamieniała się w narzędzie nacisku zamiast ochrony.
Od tarczy do narzędzia obciążania
Ustawa, którą współtworzyła, miała chronić takie dzieci i takie rodziny — ludzi o niskich dochodach, słabych, zagrożonych ubóstwem, potrzebujących realnej pomocy.
Gdyby żyła, nie pozwoliłaby skrzywdzić nikogo. Nie dopuściłaby do tego, by system, który miała umacniać, zamienił się w narzędzie nacisku wobec tych, którzy nie mają siły się bronić.
Dziś jednak widzimy coś odwrotnego.
W OPS‑ach, w SKO, w WSA, a nawet w samym Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej coraz częściej panuje praktyka, która nie ma nic wspólnego ani z ustawą, ani z jej celem, ani z duchem pracy Jarugi‑Nowackiej. Zamiast ochrony — obciążanie.
Zamiast analizy sytuacji faktycznej — automatyzm. Zamiast wsparcia — decyzje, które prowadzą rodziny do ubóstwa.
Dziś — bez jej głosu, bez jej determinacji, bez jej wrażliwości — coraz częściej widzimy, że prawo istnieje tylko na papierze, a praktyka tworzy własne reguły. Reguły, które uderzają w tych, których ona chciała chronić najbardziej.
Michał Asman